Główne prawdy wiary

Mennica Polska S.A. wybiła w roku 2020 kolekcjonerskie monety „Główne prawdy wiary” dla Republiki Kamerunu o wartości n0minalnej 500 franków CFA. Monety o średnicy 50 mm zostały wybite w srebrze o najwyższej próbie w ilości 300 szt. każdej.

Wiara w Boga jest największą wartością na tym świecie. Trzeba ją chronić, rozwijać i dawać o niej świadectwo, a sama wiara jest dobrowolnym uznaniem całej prawdy, którą Bóg objawił.

Fundamentem wiary chrześcijańskiej jest wiara w jednego Boga, jak w również w to, że tylko On jest prawdziwy, wyjątkowy i nieporównywalny. Nie tylko największy spośród wszystkich bogów, ale naprawdę jedyny. Chrześcijaństwo to wiara monoteistyczna, która nie ogranicza się do tezy, że Bóg jest jeden, ale głosi także, że On jest „JEDYNY” i nie ma poza Nim innego i dlatego jest najważniejszy w ludzkim życiu.

1. Jest Jeden Bóg.

2. Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza a za zło karze.

3. Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty.

4. Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.

5. Dusza ludzka jest nieśmiertelna.

6. Łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna.


Jest jeden Bóg…

…Ojciec, który wszystko stworzył i wszystkim rządzi. Wyjaśniamy pierwszą z sześciu głównych prawd wiary.

Ks. Janusz Królikowski


Moneta z serii „Główne prawdy wiary” wybita przez Mennicę Polską SA

Starożytni filozofowie pogańscy, mimo że żyli w świecie zdominowanym przez politeizm, czyli tradycję religijną, która uznaje istnienie wielu bóstw, widzieli potrzebę uznania istnienia jednego Boga – Boga absolutnego, któremu podlega wszystko, łącznie z rozmaitymi ówczesnymi bóstwami. Bliska była im formuła „Boga nad bogami”, którą znajdujemy także w Biblii. Z tego powodu św. Augustyn nie szczędził poganom krytyki – podkreślał, że zrobiliby lepiej, gdyby poszli za głosem swoich filozofów, a nie za głosem obrońców religijności pogańskiej. Obecność na ateńskim Areopagu ołtarza poświęconego „Nieznanemu Bogu” zdaje się poświadczać tę tradycję, o której jest zresztą mowa w Dziejach Apostolskich (17, 23). Mniej pamięta się o tym, że w starożytności taki sam ołtarz znajdował się również na rzymskim Palatynie, gdzie w muzeum poświęconym początkom Rzymu można go oglądać do dnia dzisiejszego.

Jedyny Bóg Starego Przymierza

Gdy czytamy Stary Testament, rozpoznajemy, że Bóg domaga się od samego początku uznania Jego jedyności i budowania na niej czystej religii. Może ona bowiem ocalić człowieka – zarówno w perspektywie doczesnej, jak i w coraz wyraźniej odkrywanej perspektywie zbawczej i wiecznej.

Bóg jest Ojcem każdego człowieka.
Ojcostwo Boże wyraża się już
w tajemnicy stworzenia i w niej
ma swój pierwszy punkt odniesienia.

Z biegiem czasu, zwłaszcza w tradycji prorockiej, coraz wyraźniej zaczynają się ukazywać ojcowskie rysy Jedynego Boga, które wskazują najpierw na Jego przychylność w stosunku do wybranego narodu żydowskiego, potem do całej ludzkości, a w końcu do wszelkiego stworzenia. Jedyny jawi się coraz bardziej jako miłujący Ojciec – Ten, który prowadzi do ziemi obietnic i ma miłosierny wzgląd na słabość narodu wybranego, ale także każdego człowieka. Stary Testament to przeczuwa, ale nie odważa się jeszcze nazwać Jedynego Boga Ojcem pojedynczego człowieka.

Na bliskość i przychylność Boga w stosunku do człowieka wpłynęło pojawienie się nauki o Bogu jako Stwórcy i Rządcy wszechświata. Dokonało się to w okresie wygnania do Babilonu – w VI wieku przed Chr. W tym okresie drastycznego upadku, który zdawał się przekreślać wszystkie obietnice, Żydzi zaczęli się zastanawiać nad swoim dramatycznym losem, pytając, czy znajdą ocalenie i pod jakimi warunkami będzie ono mogło nastąpić. Zwrócili wówczas uwagę na to, że Ten, który powołał do istnienia ogromny kosmos i wielość narodów oraz wszystko podtrzymuje w istnieniu, może także dokonać ocalenia Izraela i pozwolić mu pewnego dnia powrócić do jego ziemi ojczystej. I tak też się stało. Prawda o stworzeniu świata przez Boga stała się nowym źródłem ufności wobec Niego i przyczyniła się do odnowy duchowej Izraela. W swoim pierwotnym znaczeniu mówi ona zatem o potędze Boga, której Bóg życzliwie używa dla ocalenia człowieka.

W ścisłym związku z prawdą o stworzeniu pogłębia się u Żydów wiara w skuteczne działanie Boga w dziejach narodów, zwłaszcza narodu wybranego. Bóg nie jest milczącym i biernym obserwatorem tego, co się dzieje w świecie, ale żywym i bezpośrednim uczestnikiem dziejów ludzkich. Uznanie działania Boga w dziejach narodu, a potem w osobistych dziejach człowieka staje się znakiem wyróżniającym wiary starotestamentowej i treścią modlitwy, czego wyraźnie dowodzą psalmy.

Kiedy sięgniemy do dziejów Starego Przymierza, zauważymy, że Bóg nie tylko staje się w nich obecny, ale wywiera na nie swój ukierunkowujący wpływ, nawet jeśli w niczym nie zastępuje człowieka; dopuszcza także zło, aby wydobyć z niego większe dobro.

Bóg Stwórca i tradycja chrześcijańska

Chrześcijanie, czerpiąc z tradycji Starego Przymierza, a zarazem z nowych doświadczeń i wyzwań duchowo-kulturowych, weszli w świat starożytny z dwoma zasadniczymi prawdami, które stały się punktem odniesienia dla ich przesłania ewangelizacyjnego. Po pierwsze – Bóg chrześcijan jest Stwórcą wszystkiego (Pantokrator); po drugie – Jezus z Nazaretu jest wiecznym Słowem, Synem Bożym.

W tym miejscu zwrócimy uwagę na tę pierwszą prawdę. Jezus w swoim przesłaniu ukazał, że Bóg jest przede wszystkim Ojcem. To jest kluczowa prawda obecna w Jego objawieniu, które nam przekazał. Bóg jest Ojcem każdego człowieka. Ojcostwo Boże wyraża się już w tajemnicy stworzenia i w niej ma swój pierwszy punkt odniesienia. Przez stworzenie Bóg niejako od wewnątrz, pierwotnie wchodzi w życie każdego człowieka, staje się integralną częścią jego doświadczeń duchowych i otwiera przed nim nowe perspektywy życia i zbawienia. Za starożytnym teologiem Tertulianem (przełom II i III wieku) możemy więc powiedzieć, że „nikt nie jest Ojcem tak jak Bóg”. Tajemnica stworzenia wyraźnie pozwala nam to odkrywać.

Prawda o stworzeniu zyskała w ciągu wieków kilka zasadniczych treści, które teologicznie rozwijają przesłanie biblijne. Na początku chrześcijanie stanęli wobec wymogu mocnego podkreślenia, że stworzenie oznacza, iż to, co widzi człowiek, i to, co należy do jego bezpośrednich doświadczeń, nie jest Bogiem. Prawda o Bogu posłużyła temu, by „odbóstwić” świat. Dla pogan bowiem świat miał charakter boski, dlatego wszystko mogło zostać uznane za bóstwo. Prawda o stworzeniu posłużyła więc stopniowemu wyeliminowaniu ze świata bałwochwalstwa, które opiera się na ubóstwianiu rzeczy tego świata. Następnie zwrócono uwagę na to, że jeśli chce się uchwycić sens świata, to trzeba wyjść poza świat i spoglądać na niego z punktu widzenia Boga. Bez Niego bowiem świat jest pozbawiony sensu – stanowi jedynie teatr walki ślepych sił.

W okresie średniowiecza zwrócono uwagę na to, że stworzenie oznacza „pewną relację” między światem i Bogiem, wskazuje zatem na bliską więź, która zachodzi między tym, w czym zanurzony jest człowiek, i nim samym a Bogiem, od którego on pochodzi i do którego zmierza.

Bez Boga Stwórcy człowiek byłby
pozbawiony pewności istnienia,
czyli oparcia w swojej życiowej
wędrówce – byłby naznaczony
jedynie mrokiem śmierci.

Prawda o stworzeniu świata przez Boga oznacza więc, że człowiek żyjący w świecie, który nie jest boski, pochodzi od Boga i do Niego zmierza. Sam Bóg w tym powrocie życzliwie uczestniczy przez swoją Opatrzność, która jest kluczowym wyrazem Jego rządów nad światem i człowiekiem. Jest ona miłującą mądrością Bożą, która wchodzi w świat, w wydarzenia i w międzyludzkie relacje, aby Bóg mógł się stawać sensem wszystkiego.

Prawda o stworzeniu świata przez Boga wskazuje na Jego życzliwość względem człowieka, potwierdza Jego ojcostwo, a człowiekowi daje oparcie w jego doświadczeniach samotności, w potrzebach zmagania się z trudnościami, w doznawanym odczuciu zagubienia i braku pewności wobec chwiania się życiowych zasad.

Istotna prawda wiary

Marks stwierdził kiedyś ironicznie, że prawda wiary o stworzeniu jest tak samo użyteczna dla człowieka, jak użyteczne są dla niego bajki: wypełniają one dzieciństwo, ale nic w nie właściwie nie wnoszą. Tymczasem prawda o stworzeniu jest niezastąpiona dla wiary, ponieważ odpowiada na kluczowe pytanie o to, skąd człowiek pochodzi, a tym samym także dokąd zmierza. Skoro pochodzi on od Boga, a więc nie jest dziełem przypadku ani gry ślepych sił kosmicznych, to jego życie ma sens i ma cel.

Bez prawdy o stworzeniu nie da się adekwatnie patrzeć na świat, a w nim na samego człowieka. Bez Boga Stwórcy człowiek byłby pozbawiony pewności istnienia, czyli oparcia w swojej życiowej wędrówce – byłby naznaczony jedynie mrokiem śmierci. Bez prawdy o opatrznościowych rządach Bożych w świecie nie da się pokazać, że wypełnienie życia w Bogu, zapowiadanego przez tajemnicę stworzenia, byłoby możliwe do osiągnięcia. Stworzenie nie należy więc do kategorii bajek, ale do podstawowych prawd mówiących o człowieku i celu jego życia. Tajemnica stworzenia jest zatem pierwszą dobrą nowiną, z którą Bóg Ojciec zwraca się do człowieka.


Bóg jest Sędzią sprawiedliwym…

…który miłosiernie za dobro wynagradza, a za zło karze. Wyjaśniamy drugą z sześciu głównych prawd wiary.

Ks. Janusz Królikowski

Moneta z serii „Główne prawdy wiary” wybita przez Mennicę Polską SA

Już w starożytnych tradycjach religijnych i w stopniowo odkrywanym obrazie Boga zawarty jest wymiar „karzący”. Bóg domaga się od człowieka postępowania odpowiadającego Jego wzniosłości, a w przypadku gdy czyjeś czyny są niewłaściwe, ukazuje się jako Sędzia, który karze za ludzkie występki. Choć nie zawsze dawne wymogi Boże odpowiadają naszym kategoriom religijnym i moralnym – nie są wystarczająco jednoznaczne i wzniosłe, a nawet są gorszące („oko za oko”) – to jednak stanowią one element powszechnie obecny w świecie religii. Odkrycie tej nieadekwatności między życiem człowieka, jego wyborami i działaniami a tym, co jawi się jako wymóg religijny wynikający z przyjmowanego obrazu Boga, sprawia, że do tradycji religijnej należą integralnie także wymiary: pokutny, wynagradzający czy też naprawczy, wynikające przede wszystkim z poczucia grzechu. Święty John Henry Newman w swoich pracach nad początkami religii bardzo mocno podkreślał związek między odkryciem przez człowieka swojej grzeszności i wyrażeniem tego faktu w poszukiwaniu religijnym. Po tej linii idzie wielu innych badaczy. Także w tradycji biblijnej bardzo jasno uwidacznia się ten związek między grzechem i objawieniem Bożym, który najpierw stoi u podstaw religijności żydowskiej, a potem także religii chrześcijańskiej, która jest jej dopełnieniem i przekroczeniem.

Powracający Sędzia

Miłosierdzie Boże domaga się
sprawiedliwości, bo tylko w oparciu
o nią może się w pełni wyrazić
i rozwinąć.

Prawda, że Bóg jest Sędzią, należy integralnie do biblijnego – zarówno staro-, jak i nowotestamentowego – obrazu Boga. Sankcjonuje to wyraźnie nasze Wyznanie wiary, które przypomina nam, że Chrystus jest wiecznym Sędzią i na końcu czasów jako Sędzia „przyjdzie sądzić żywych i umarłych”. Prawda ta jest tak oczywista i szeroko potwierdzona w Piśmie Świętym, że właściwie nie ma żadnych powodów, by o niej dyskutować, a tym bardziej podawać ją w jakąkolwiek wątpliwość. Można ewentualnie próbować głębiej ją zrozumieć, aby znaleźć odpowiedni sposób jej przeżywania w naszej wierze. Tego dotyczą także toczące się obecnie dyskusje o relacji zachodzącej między sprawiedliwością i miłosierdziem Boga, które niejednokrotnie prowadzą do przeciwstawienia sobie tych dwóch przymiotów. Pojawia się np. obawa, że miłosierdzie eliminuje prawdę o sądzie Bożym albo prowadzi do powszechnego „uniewinnienia” wszystkich na końcu czasów.

Prawda wiary o Bogu, który jest Sędzią sprawiedliwym, odzwierciedla długą tradycję biblijną, która w sprawiedliwości widzi podstawowy rys obrazu Boga oraz pierwszą zasadę udzielania Bogu życiowej odpowiedzi ze strony człowieka. W Starym Testamencie zachodzi jasne utożsamienie sprawiedliwości z religijnością. Człowiek religijny jest człowiekiem sprawiedliwym, który to, co się należy oddaje Bogu, i to, co się należy – drugiemu człowiekowi. Brak takiej sprawiedliwości zasługuje na karę zarówno doczesną, jak i wieczną. Wczesna tradycja biblijna zwracała uwagę przede wszystkim na karę doczesną, ale z biegiem czasu, pod wpływem dojrzewania nauki o życiu wiecznym, dokonała znaczącego rozwinięcia nauczania także o karze wiecznej. Grzech człowieka, czyli: obraza Boga, na taką karę zasługuje Bóg chce jednak wyzwolić człowieka od tej kary. Na tym polega rozwijające się już w Starym Testamencie nauczanie o miłosierdziu, z którym Bóg wychodzi naprzeciw człowiekowi, aż stał się dla niego osobowym miłosierdziem w Jezusie Chrystusie.

Tradycja chrześcijańska jest dogłębnie związana z tymi prawdami i łączy ze sobą ściśle Bożą sprawiedliwość i miłosierdzie. Można schematycznie powiedzieć, że Bóg domaga się od człowieka sprawiedliwości ale w przypadku jej braku, gdy człowiek uznaje swoją grzeszność, czyli właśnie brak sprawiedliwości wobec Boga i wobec bliźniego, On niejako rezygnuje ze swoich praw i z karania, aby łaskawie dać człowiekowi możliwość ocalenia i życia. Dlatego Św. Tomasz z Akwinu podkreśla, że miłosierdzie w Bogu jest „jakąś pełnią sprawiedliwości”. Gdy człowiek uzna je swoją grzeszność, Bóg to przyjmuje i odpowiada nowymi darami, przede wszystkim swoją łaską, która leczy i uzdalnia człowieka do nowego życia, a tym samym umożliwia mu owocne zasługiwanie na życie wieczne. Trafnie powiedział św. Augustyn, że Bóg jest miłosierny, ponieważ nagradza w nas swoje własne dary. Darami Boga są nasza sprawiedliwość, nasze uznanie grzechu i nawrócenie, dokonanie w nas odnowy duchowej, a w końcu życie wieczne. Te dary wyrażają miłosierdzie Boga, przez które dopełnia zwracanie się do Niego w takiej mierze, w jakiej On sam chce.

Ilustracją Bożego Miłosierdzia jest nauczanie Pana Jezusa o kubku wody danej spragnionemu, który zasługuje na Bożą odpłatę, nawet na ostateczne zbawienie (por. Mt 10,42). Na ten mały gest Bóg może odpowiedzieć w nieskończonej mierze, ale ten mały gest ze strony człowieka jest nieodzowny.

Z tej racji mówimy o sprawiedliwości Boga, której nie przekreśla nauczanie o Jego miłosierdziu, ale sytuuje ją ono we właściwej perspektywie. Miłosierdzie nadaje sprawiedliwości w pełni Boski sens, wykraczający poza nasze, ludzkie, wyrachowanie i niemal mechaniczne rozumienie, wyrażające jednostronnie sprawiedliwość w starej zasadzie: „Dam, abyś mi dał” (Do ut des). Boska nagroda dla człowieka łączy w sobie sprawiedliwość i miłosierdzie, które stanowi niemal jej przekroczenie, ale nigdy nie jest jej zakwestionowaniem czy nawet obaleniem. Miłosierdzie Boże domaga się sprawiedliwości, bo tylko w oparciu o nią może się w pełni wyrazić i rozwinąć.

Bóg domaga się od człowieka
sprawiedliwości, ale gdy człowiek uzna
swoją grzeszność, rezygnuje z karania
i daje mu możliwość ocalenia.

Kara za szyderstwo z Boga

Święty Paweł jasno, a jednocześnie mocno napomina: „Nie łudźcie się: Bóg nie pozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne” (Ga 6,7-8). Realizm kary zawarty w tym napomnieniu, który opiera się, oczywiście, na nauczaniu samego Jezusa oraz zakorzenia się w całym przesłaniu płynącym z objawienia Bożego, nie budzi najmniejszej wątpliwości. Kara za grzech – obrazę Boga – jest czymś niejako wewnętrznie wpisanym w tajemnicę ludzkiej niegodziwości. Kara nie jest jakąś zemstą Boga, nie jest Jego bezdusznością, nie jest zaślepieniem wobec słabości człowieka, ale jest odbiciem Jego majestatu i chwały, które domagają się czci i pokory. Kara jest także odpowiedzią sprawiedliwości Boga na postępowanie człowieka, a Jego miłosierdzie w tym przypadku wyraża się w tym, że człowiek na pewno zasługuje na większą karę doczesną, niż to ma miejsce w doczesnym karaniu i w tym, że Bóg cierpliwie czeka na człowieka. Charakterystyczne jest to, że Pismo Święte, gdy mówi o miłosierdziu Boga, łączy je z Jego cierpliwością. Niestety, pomijamy ten fakt biblijny w naszym nauczaniu, tymczasem podkreśla on, że właśnie ciągłe oczekiwanie Boga na nawrócenie człowieka jest niejako pierwszym wyrazem Jego miłosierdzia i wezwaniem do ufności względem Niego.

Święty Paweł przywołane wyżej napomnienie kontynuuje w taki sposób: „W czynieniu dobra nie ustawajmy, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy. A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, zwłaszcza zaś naszym braciom w wierze” (Ga 6,9-10). Biblijne nauczanie o karze za grzechy i możliwości potępienia ma nie być powodem do buntu czy do tego, by ukrywać się przed Bogiem, nie zmierza do sparaliżowania duchowego i psychicznego człowieka, ale jest jednym z motywów bardziej zdecydowanego i wyrazistego opowiedzenia się po stronie dobra owocnego czynienia go w życiu. Nauczanie biblijne jest integralne, odpowiada bowiem na wszystkie poszukiwania człowieka. To nauczanie poważne – nadaje powagę każdemu ludzkiemu czynowi. Prawda o Bogu, który jest Sędzią sprawiedliwym, nagradzającym miłosiernie dobro i karzącym zło, spójnie i na miarę ludzkiej wrażliwości, wpisuje się w orędzie ewangeliczne, czyli w radosną nowinę.


Są Trzy Osoby Boskie…

...Ojciec, Syn Boży i Duch Święty – czyli Trójca Przenajświętsza. Wyjaśniamy trzecią z sześciu głównych prawd wiary.

Ks. Janusz Królikowski

Moneta z serii „Główne prawdy wiary” wybita przez Mennicę Polską SA

W Nowym Testamencie nie znajdziemy pojęcia „Trójca” na określenie Boga, w którego wierzą chrześcijanie. To jednak, że wierzą w Ojca, Syna Bożego – Jezusa Chrystusa i Ducha, który uświęca, jest jednoznaczne. Dopiero po niemal dwóch wiekach na Wschodzie św. Teofil z Antiochii (zm. pod koniec II wieku) jako pierwszy zastosował w odniesieniu do Boga chrześcijan greckie pojęcie Trias, a w języku łacińskim jako pierwszy Tertulian (zm. 240 r.) odwołał się do pojęcia Tńnitas. Dzięki tym dwóm autorom starożytnym miano Trójcy na trwałe zostało wpisane do wiary, pobożności i teologii i stało się jakby syntezą chrześcijańskiego wyznania wiary. Z biegiem czasu, spójnie z tradycją biblijną, w której świętość jest najwznioślejszym i najbardziej wyróżniającym przymiotem Boga, chrześcijanie dodali do Trójcy miano: „Święta” bądź „Przenajświętsza”, co jest nawet bardziej właściwe.

Teofanie trynitarne

Biblijne opisy objawienia się Trójcy Świętej odnajdujemy w Nowym Testamencie w kilku wydarzeniach, które nazywamy teofaniami trynitarny- mi. Chronologicznie biorąc, tajemnica Trzech Osób Boskich ukazuje się po raz pierwszy w wydarzeniu zwiastowania Maryi, opisanym w Ewangelii według (św. Łukasza (1, 26-35). Ewangelista odsyła tam do Pana Boga, czyli Najwyższego i Ojca, do Jego Syna – Syna Bożego („Święte”) oraz do Ducha Świętego. Maryja jawi się jako pierwsza, której objawia się Trójca i czyni w Niej swoje mieszkanie, zapowiadając równocześnie, że podobnie będzie się działo w każdym chrześcijaninie.

Osoby Boże nie są zamknięte w sobie
ani nie są zwrócone tylko do siebie,
ale są skierowane do człowieka,
aby zgodnie z zapowiedzią Chrystusa
uczynić z niego swoją świątynię
i mieszkanie.

Kolejnym wydarzeniem, które ukazuje tajemnicę Trzech, jest chrzest Jezusa w Jordanie. Ojciec z nieba ogłasza, że Jezus jest Jego „Synem umiłowanym”, i zstępuje na Niego Duch Święty. W sposób bardzo zbliżony nastąpiło objawienie Trójcy w wydarzeniu przemienienia Chrystusa na górze Tabor. Święty Paweł wyraźnie ukazuje wydarzenie zmartwychwstania Jezusa jako wydarzenie trynitarne, tzn. takie, w którym ukazują się Ojciec, który wskrzesza Chrystusa, Jezus, który powstaje z grobu Boską mocą, oraz Duch Święty, który Go ożywił.

Od początku do końca życie Jezusa upływa pod znakiem dogłębnej więzi z Ojcem i Duchem Świętym, o czym niejednokrotnie sam mówi. Jego więź z Ojcem wyraża się przede wszystkim w Jego modlitwie, która jest związana ze słowem Abba (Ojcze), a także w powracających zapowiedziach udzielenia Ducha jako daru wypływającego z Jego śmierci i zmartwychwstania.

W Nowym Testamencie, wraz z rozwojem świadomości chrześcijańskiej, zaczynają się pojawiać formuły religijne, które mają na celu jakby streszczenie chrześcijańskiej wiary w jej odniesieniu do Trzech Osób Boskich. Święty Paweł stosuje je zwłaszcza w adresach swoich listów oraz w ich zakończeniach. W zakończeniu Drugiego Listu do Koryntian zawarł bodaj najbardziej dojrzałą formułę trynitarną, gdy zapisał: „Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi” (13,13). Jest to formuła, która nie tylko ukazuje nam Trójcę, ale także wskazuje na Jej więź z wierzącym, o czym świadczą słowa: „łaska”, „miłość” i „dar jedności”. Są to słowa, które wyrażają relację Osób Bożych z człowiekiem, a jednocześnie zawierają ideę ich łaskawego udzielania się człowiekowi. Podobne znaczenie ma formuła chrzcielna z Ewangelii św. Mateusza: „Udzielajcie chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (por. 28,19). Osoby Boże nie są zamknięte w sobie ani nie są zwrócone tylko do siebie, ale są skierowane do człowieka, aby zgodnie z zapowiedzią Chrystusa uczynić z niego swoją świątynię i mieszkanie.

Nie jest to prawda zarezerwowana w swojej treści tylko dla teologów, aby starali się wykazać jej niesprzeczność logiczną, ale skierowana jest do wszystkich wierzących. Jest to prawda, która powinna coraz bardziej stawać się żywym oddechem naszych dusz i inspiracją do czynnego życia chrześcijańskiego.

Odpowiedź wiary

Z tej racji już św. Paweł opisuje życie chrześcijańskie jako osobową więź z poszczególnymi Osobami Bożymi, pokazując, jak mogą się one stać żywym doświadczeniem wierzącego. Teologia św. Pawła znalazła bezpośrednie i głębokie odzwierciedlenie w Mszy św. Możemy więc zaczerpnąć z liturgii inspirację dla pogłębienia naszej osobowej relacji z Trzema Osobami, a w ten sposób uczynić całe nasze życie rzeczywistym wyznaniem wiary w Trójcę Przenajświętszą.

Relację z Bogiem Ojcem w najwyższym stopniu kształtuje postawa Jego uwielbienia, adoracji, oddawania Mu czci (doksologia). W czasie Mszy św. dobrze wyrażają ten fakt hymn Chwała na wysokości oraz zakończenie modlitwy eucharystycznej, w której kapłan mówi: „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie Tobie, Boże Ojcze Wszechmogący, w jedności Ducha Świętego wszelka cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków”. To Bóg Ojciec jest ostatecznym Adresatem uwielbienia w Kościele.

Relację z Jezusem Chrystusem najlepiej kształtuje pamięć o Jego życiu, a zwłaszcza o Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu (anamneza). Liturgia mszalna stale nam o tym przypomina, ponieważ w swojej zasadniczej części jest ona pamięcią o Jego życiu, co wyrażają Liturgia Słowa, zwłaszcza czytanie Ewangelii, a także modlitwa eucharystyczna, opowiadająca o końcu Jego ziemskiego życia, czyli męce i śmierci, oraz o Jego zmartwychwstaniu. Pamiętać o dziele zbawczym Chrystusa dla nas i dla naszego zbawienia to trwać w relacji z Nim jako Synem Bożym.

Wiara w Trzy Osoby Boskie,
tzn. Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego,
czyli Trójcę Przenajświętszą, stanowi
podstawę całej chrześcijańskiej budowli
wiary.

Relację z Duchem Świętym kształtuje wzywanie Go w naszej modlitwie, aby dokonywał przemiany nas i naszych dzieł (epikleza). W kluczowym momencie Mszy św. kapłan kieruje do Ojca prośbę o zesłanie Ducha Świętego, aby dokonał przemiany chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa, a następnie prosi także o to, by dokonał On jednoczącej przemiany celebrującej wspólnoty. Dojrzała relacja z Duchem Świętym może i powinna się zatem wyrażać w prośbie o Jego zstępowanie i przemieniające działanie.

W tych trzech relacjach wyraża się i niejako syntetyzuje nasza wiara w Ojca, Syna i Ducha Świętego. Nie ma najmniejszych podstaw, by traktować wiarę w Trójcę Przenajświętszą jako wiarę odległą od naszych możliwości jej przeżywania i adekwatnego rozumienia, nawet jeśli jest ono tylko cieniem rzeczywistości Bożej. W tej wierze nie chodzi o jakieś zagadki logiczne, jak często się sądzi. Nie chodzi też o zakwestionowanie matematyki, że 1+1+1=1, jak niekiedy słyszy się nawet w kazaniach. To, o co w niej chodzi, spójnie wyraża prefacja mszalna o Trójcy Przenajświętszej: „Ty [Ojcze Święty] z Jednorodzonym Synem Twoim i z Duchem Świętym jednym jesteś Bogiem, jednym jesteś Panem; nie przez jedność osoby, lecz przez to, że Trójca ma jedną naturę. W cokolwiek bowiem dzięki Twemu objawieniu wierzymy o Twojej chwale, to samo bez żadnej różnicy myślimy o Twoim Synu i o Duchu Świętym. Tak iż wyznając prawdziwe o wiekuiste Bóstwo, wielbimy odrębność Osób, jedność w istocie i równość w majestacie”. Choć Trójca jest ponad naszym rozumem, a wyrażenie trójjedyności jest zawsze trudne do zrozumienia – to przeżywanie w wierze tej Tajemnicy nie wykracza poza nasze możliwości.


Syn Boży stał się człowiekiem…

.. i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia. Wyjaśniamy czwartą z sześciu głównych prawd wiary.

Ks. Janusz Królikowski

Moneta z serii „Główne prawdy wiary” wybita przez Mennicę Polską SA

Bogu zależy na człowieku – taki wniosek możemy wyprowadzić z Pisma Świętego, gdy poznajemy całe „wchodzenie” Boga w dzieje człowieka, zaczynając od powołania Abrahama. Ten fakt nazywamy – religijnie i teologicznie – zbawieniem, tzn. życzliwym wsparciem, które Bóg daje człowiekowi. To wsparcie jest potrzebne człowiekowi, by mógł prowadzić życie odpowiadające jego godności i celowi, dla którego został stworzony, a tym samym aby mógł osiągnąć szczęśliwe życie wieczne. Wszystkie dzieła Boże zmierzają do tego, aby człowiek żył i by tym samym ukazała się Boża chwała. Te dwa fakty – życie człowieka i chwała Boża – przenikają się ze sobą, stanowiąc jedność, nawet jeśli na początku mogłyby się wydawać odległe od siebie. Zwrócił na to uwagę św. Ireneusz z Lyonu (II wiek), gdy napisał: „Chwałą Boga jest człowiek żyjący”. Punktem kulminacyjnym tego zbliżenia się Boga do człowieka jest stanie się Syna Bożego człowiekiem.

Co to znaczy, że Słowo stało się ciałem?

Święty Tomasz z Akwinu zauważył przenikliwie, że w tajemnicy Wcielenia mamy do czynienia z „cudem wszystkich cudów”. Rzeczywiście – wydarzenie, w którym wszechmocny Bóg staje się człowiekiem i żyje jak człowiek, wykracza w najwyższym stopniu poza porządek i prawa natury. Święty Jan pisze: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J1,14). Świat starożytny był przyzwyczajony do tego, że istoty ziemskie stawały się bogami, ale nigdy odwrotnie. Człowiekowi nie tylko nie przychodziło do głowy, że coś takiego mogłoby się dokonać, ale taka możliwość była nawet wykluczona przez powszechnie przyjmowaną wówczas zasadę, iż „to, co skończone, nie może objąć tego, co nieskończone”. Nie tylko człowiek – cały kosmos jest zbyt ciasny, by nieskończony Bóg mógł do niego wejść i w nim zamieszkać. Takie wydarzenie po prostu „rozsadziłoby” świat i doprowadziło do jego unicestwienia. Nasz Bóg pokonał jednak tę ludzką trudność i Jego wcielenie stało się faktem.

My, chrześcijanie, postępujemy „nie za
wymyślonymi mitami” (por.2 PI 16) , ale
opieramy się na faktach, na działaniu
Boga w historii.

Gdy mówimy o cudzie wcielenia Syna Bożego, musimy pamiętać, że ma on konkretne, tzn. historyczne, miejsce i czas. To wydarzenie wpisuje się w dzieje świata i człowieka. Syn Boży narodził się w Betlejem w pierwszym roku nowej ery, jak wyrażamy to w powszechnie przyjętym kalendarzu. Niezwykle sugestywny jest fakt, że upływ czasu liczymy właśnie od tego momentu – od narodzin Jezusa w Betlejem, ponieważ codziennie potwierdza on, iż we Wcieleniu mamy do czynienia z wydarzeniem historycznym i tworzącym nowe dzieje. Warto na ten prosty fakt zwracać uwagę, ponieważ bardzo konkretnie przypomina nam on, że my, chrześcijanie, postępujemy „nie za wymyślonymi mitami” (por.2 PI 16) , ale opieramy się na faktach, na działaniu Boga w historii człowieka. To, co chrześcijańskie, można bowiem zweryfikować historycznie i stanowi to o sile wiary chrześcijańskiej.

Gdy mówimy o wcieleniu Syna Bożego, trzeba mieć również na uwadze, że ten cud i fakt mógł się wydarzyć wyłącznie dzięki łaskawości Boga, który upokarza się, aby człowiek mógł żyć. Ukazują się w Nim „dobroć i miłość” (Tt 3,4), które wypływając z bogactwa Bożego miłosierdzia, dają zbawienie każdemu człowiekowi, jeśli ten chce je przyjąć. Święty Augustyn często powtarzał, że Wcielenie to manifestacja pokory Boga.

Zbawczy krzyż

W naszym nieco sentymentalnym przeżywaniu świąt Bożego Narodzenia coraz częściej zapominamy, że wcielenie Syna Bożego od pierwszej chwili jest ukierunkowane na Kalwarię, czyli na Jego mękę i śmierć. Wskazuje na to pojawiające się w opisach narodzenia Jezusa słowo „zbawienie”, które określa sens tego wydarzenia. Ukazany jest też zatem cel Wcielenia: „dla nas i dla naszego zbawienia”. Śmierć Jezusa na krzyżu jest bowiem ostatnim faktem, który stanowi przypieczętowanie zbawczej życzliwości Boga względem człowieka. Wykracza ono poza zakres naszych możliwości uchwycenia jego pełnego znaczenia, a niekiedy jest nawet przyczyną zgorszenia. Niejednokrotnie stanowi ono motyw buntu w spojrzeniu na wiarę chrześcijańską, czego dowodzą np. początki Kościoła. Święty Paweł to potwierdza, gdy pisze o „słowie krzyża”: „My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan” (1 Kor 1,23).

Nie jest łatwo przyjąć ukrzyżowanego Boga. Starożytni w ogóle wykluczali możliwość, że Bóg mógł cierpieć. Tymczasem chrześcijanie głoszą, że wcielony Syn Boży nie tylko cierpiał, ale też w tym cierpieniu w najwyższym stopniu wyszedł naprzeciw człowiekowi, aby go objąć swoją miłością i podnieść do wysokości życia Bożego. Śmierć jest szczytem tego cierpienia, które dochodzi aż do rozdzielenia ciała i duszy. Także w tym przypadku mamy do czynienia z wydarzeniem historycznym, co stwierdzamy w naszym Wyznaniu wiary, gdy mówimy, że dokonało się ono „pod Poncjuszem Piłatem”. Od początku do końca zbawienie człowieka dokonuje się w konkretnych wydarzeniach, dlatego może mieć dla niego równie konkretne znaczenie.

Śmierć Jezusa Chrystusa ma wiele wymiarów tego znaczenia, na które wskazuje liturgia Kościoła, zwłaszcza w Wielkim Tygodniu. Gdy weźmie się pod uwagę kondycję duchową naszych czasów, warto zwrócić uwagę na to, że św. Paweł – a za nim liturgia – podkreśla, iż skutkiem śmierci Chrystusa na krzyżu jest obdarowanie człowieka wolnością. Patrząc na krzyż, św. Paweł powiedział: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1) . Śmierć Chrystusa – poniesiona za każdego człowieka – daje każdemu z nas takie samo uczestnictwo w synostwie Bożym i staje się źródłem wolności.

Gdy mówimy o cudzie wcielenia
Syna Bożego, musimy pamiętać,
że ma on konkretne, tzn. historyczne,
miejsce i czas.

Krzyż prowadzi nas do pełniejszego odkrywania miłości Bożej. Kimże jest człowiek skoro ze względu na niego wcielony Syn Boży umarł w tak okrutny sposób? Nigdy nie będzie dość podkreślania i kontemplowania tego wydarzenia, dlatego krzyż nieustannie towarzyszy naszej pobożności, wpisuje się w krajobraz naszego codziennego życia. Jakże ważne jest, aby przemawiał do nas swoim znaczeniem, przemieniał nas wewnętrznie i zewnętrznie.

Wcielenie Syna Bożego od pierwszej
chwili jest ukierunkowane na Kalwarię,
czyli na Jego mękę i śmierć.

Nasza kultura duchowa i cywilizacja wyrastają z krzyża Chrystusowego, nawet jeśli dzisiaj się to ostentacyjnie kwestionuje. Nie ma się co łudzić: nie da się zbudować kultury życia i współżycia ludzkiego na samym prawie. Potrzebna jest ofiara, a ta ma sens tylko wtedy, gdy przyjmie się, że jako pierwszy ofiarę z siebie złożył na krzyżu sam Syn Boży.

Filantropia Boża

Święty Jan Chryzostom, gdy wyjaśniał tajemnicę wcielenia i śmierci Chrystusa, bardzo często powoływał się na dwa wzajemnie dopełniające się pojęcia: „zstępowanie” Boga i Jego „filantropię”. Tym samym ukazał nam, co decyduje o naszym życiu ziemskim i o naszym wiecznym przeznaczeniu, czyli zbawieniu. Powinniśmy często powracać do tych faktów, że Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia, bo są to fakty, które dotyczą nas w sposób najbardziej osobisty i bezpośredni.


Dusza ludzka jest nieśmiertelna…

… co znaczy, że nigdy nie umiera, ale trwa w Bogu. Wyjaśniamy piątą z sześciu prawd wiary.

Ks. Janusz Królikowski

Moneta z serii „Główne prawdy wiary” wybita przez Mennicę Polską SA

Pojęcie duszy w ostatnich czasach przeszło rozmaite metamorfozy. Reforma liturgiczna po II Soborze Watykańskim doprowadziła do znacznego ograniczenia odwoływania się do tego pojęcia choćby w modlitwach liturgicznych. Tradycja religijna, najpierw żydów, a potem chrześcijan, zerwała z Biblią, przejęła koncepcje obecne w filozofii greckiej. Zachwycono się jednostronnie biblijną wizją „jedności” człowieka, jakby pojęcie duszy wprowadzało jakieś rozbicie w jego rozumienie, przeciwstawiające sobie duszę i ciało w człowieku, a nawet oddzielające je od siebie. Na takie myślenie miały wpływ pewne tendencje kulturowe, które czerpiąc z ducha materializmu, sprowadzającego wszystko do materii, nie zostawiały miejsca dla duszy, widząc w niej jakiś obcy czy nawet mityczny „element”. Pocieszający jest fakt, że z wielu stron pojawia się dzisiaj wołanie by nie pomijać duszy w dzisiejszym mówieniu o człowieku. Sześć prawd wiary, które przekazują katechizmy, nie tylko słusznie przypomina o duszy jako podstawowym elemencie bytu ludzkiego, ale – domaga się żywej pamięci o nieśmiertelnej duszy człowieka i jej przeznaczeniu do życia wiecznego.

Dusza w Biblii

Nie ulega wątpliwości, że w ramach pedagogii Bożej, którą przekazuje nam Biblia, wizja człowieka przeszła długą i głęboką ewolucję. Najstarsze teksty biblijne prezentują nam w pewnym sensie jeszcze bardzo materialistyczną wizję człowieka. Wprawdzie opisy stworzenia człowieka w Księdze Rodzaju przekazują nam, że został on stworzony przez Boga „na Jego obraz i podobieństwo” (1,27) i że Bóg „tchnął w jego nozdrza tchnienie życia” (2,7), ale nie precyzują znaczenia tych stwierdzeń w odniesieniu do życia wiecznego. Na losie człowieka ciąży bolesny wyrok Boży: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” (Rdz 3,19). Potrzebna będzie długa wędrówka duchowo-intelektualna, aż Stary Testament dojdzie do stwierdzenia istnienia duszy, jej nieśmiertelności i jej trwania w Bogu, by w końcu osiągnąć ponowne obleczenie się w ciało i pełny udział w życiu samego Boga. Jakże nowatorsko i sugestywnie brzmią więc słowa z Księgi Mądrości: „Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swojej własnej wieczności” (2,23).

Dusza nieśmiertelna po śmierci
zachowuje ciągłość z uprzednim życiem
ziemskim i swoją trwałość w Bogu.

Gdy czytamy Nowy Testament zauważamy że w czasach Pana Jezusa nauka ta nie była jeszcze powszechnie przyjmowana przez Żydów. Łatwiej opowiadali się za nią Żydzi żyjący w diasporze, głównie w środowisku greckim, dla których dusza stopniowo stawała się czymś naturalnym, niż ci, którzy żyli na swojej rodzinnej ziemi. Z tego powodu niektórzy badacze Starego Testamentu zarzucają autorom ksiąg mądrościowych, jakoby pod wpływem filozofii greckiej przyjęli pojęcie duszy.

Można powiedzieć, że błąd tego rozumowania wynika z tego, iż nie uwzględnia ono całego rozwoju nauczania biblijnego, które wręcz domaga się przyjęcia duszy jako trwałego „ja” duchowego, pochodzącego od samego Stwórcy. Dusza ostatecznie oznacza w Starym Testamencie sam byt człowieka w jego relacji do Boga i w jego wiecznym trwaniu w Bogu, czerpiącym z Jego łaskawości. Nowy Testament potwierdza to nauczanie i nadaje mu jednoznaczność. Widzi w duszy trwałe, czyli nieśmiertelne, „ja” duchowe człowieka, które decyduje o nim jako o wolnej i osobie przeznaczonej do życia wiecznego.

Nauczanie Chrystusa, a potem pierwotnego Kościoła uczyniło z pojęcia duszy nieśmiertelnej, która po śmierci zachowuje ciągłość z uprzednim życiem ziemskim i swoją trwałość w Bogu, kluczowy element przesłania. Nie było to bynajmniej łatwe, ponieważ świat pogański był nastawiony materialistycznie i kwestia trwania życia ludzkiego po śmierci nie była oczywista. Filozofowie zajmowali się wprawdzie zagadnieniem duszy i dochodzili do jej uznania, a nawet opowiadali się za jej nieśmiertelnością, ale nie było to zagadnienie o charakterze wprost religijnym i nie miało bezpośrednich odniesień do życia wiecznego. Religia zadowalała się jakimś nieokreślonym trwaniem „cieni” ludzkich w Szeolu lub Hadesie, nie precyzowano wiele w tej materii. Była to pesymistyczna wizja człowieka, „zimna” duchowo, pozbawiona nadziei. Tylko wiara chrześcijańska ośmielała się głosić, że celem wiary jest „zbawienie dusz” (1 P 1, 9) – opierając się na ich nieśmiertelności.

Jedność człowieka

Jednym z powodów współczesnego pesymizmu odnośnie do duszy jest zarzucany wizji człowieka „dualizm”, który miałby wprowadzać rozdwojenie między tym, co duchowe, wewnętrzne, a więc związane z duszą, a tym, co cielesne, materialne, zewnętrzne. Z tego powodu człowiek miałby się znajdować w stanie swoistej schizofrenii. Trzeba zatem – zdaniem zwolenników tego poglądu – podkreślać wewnętrzną jedność człowieka, a więc mówić tylko ogólnie o człowieku. Zwolennicy tego poglądu zapominają, że chrześcijańska nauka o człowieku, uwzględniająca pojęcie duszy, pokonuje wszystkie te trudności, gdy odwołuje się do koncepcji „jedności substancjalnej” ciała i duszy w człowieku. Czyli chodzi o to, że ciało i dusza stanowią w człowieku wewnętrzną i nierozerwalną jedność. Przyjęcie takiej jedności daje gwarancję jedności tego, co duchowe, i tego, co cielesne w człowieku, ponieważ ukazuje go jako jeden, spójny i trwały podmiot, czyli osobę wyrażającą się przez swoje „ja”.

Aby wyeliminować dualistyczne konotacje związane z pojęciem duszy, a tym samym oddzielić w człowieku duszę od ciała, II Sobór Watykański w konstytucji Gaudium et spes (nr 14) mówi, że człowiek jest „jeden ciałem i duszą”. Sobór dystansuje się od formuły, według której człowiek to ciało „i” dusza, która rzeczywiście może sugerować jakiś wewnętrzny podział w człowieku. Stąd można też mówić o człowieku jako „duchu wcielonym” albo „ciele uduchowionym”. Tego typu formuły dobrze wydobywają jedność człowieka i mają kluczowe znaczenie dla właściwego rozumienia moralności i duchowości.

Pojęcie duszy napotyka także pewne trudności z punktu widzenia eschatologii, czyli jej trwania po śmierci. W życiu ziemskim dusza dzięki ciału urzeczywistnia się w swojej indywidualności, a co w związku z tym dzieje się, gdy człowiek umiera, czyli następuje rozdzielenie ciała i duszy? Czy dusza może żyć bez ciała? Kościół, spójnie z tradycją biblijną, przyjmuje tzw. stan pośredni, według którego Bóg zachowuje w istnieniu „duszę oddzieloną” od ciała swoją wszechmocą. Przekonanie to potwierdza Biblia, która zapewnia, że życie człowieka, zarówno na ziemi, jak i w wieczności, całkowicie zależy od Boga; człowiek, pochodząc od Boga, „w Nim żyje, porusza się i jest” (por. Dz 17, 28), a zatem w Nim znajdują potwierdzenie jego nieśmiertelność i niezniszczalność. Nawiązując do tradycji biblijnej, proponuję zatem, aby tradycyjną formułę dotyczącą „duszy, która nie umiera”, w sześciu prawdach wiary uzupełnić o stwierdzenie: „ale trwa w Bogu”. To trwanie w Bogu bardzo mocno podkreślił np. św. Bonawentura w swoim nauczaniu na temat duszy, w którym szuka odpowiedzi na pytanie o trwałość duchowego „ja” człowieka po śmierci. Nieśmiertelność duszy, o której mówimy, ma swój początek i swoje spełnienie w Bogu, dlatego warto ten fakt wzmocnić odpowiednią formułą. Podkreślenie powrotu duszy do Boga i jej trwania w Nim po śmierci jest dzisiaj potrzebne także z tego powodu, że w niektórych interpretacjach dotyczących duszy sądzi się, że po śmierci błąka się ona gdzieś w przestworzach, zawieszona między niebem i ziemią, czekając na nowe wcielenie. Taki pogląd znajdujemy zwłaszcza we wschodnich koncepcjach religijnych, które dzisiaj dochodzą do głosu i proponują tzw. reinkarnację (czyli przyjmują możliwość nowego życia w jakimś nowym ciele) jako sposób rozumienia nieśmiertelności. Jako chrześcijanie musimy bronić prawdy zawartej w liście do Hebrajczyków (9,27).


Łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna,

gdyż człowiek bez łaski nie może uczynić niczego zasługującego na życie wieczne. Wyjaśniamy ostatnią z sześciu prawd wiary.

Ks. Janusz Królikowski

Moneta z serii „Główne prawdy wiary” wybita przez Mennicę Polską SA

Głoszony jest nierzadko pogląd, że w wierze chrześcijańskiej nie ma nic takiego, czego nie można by znaleźć w innych religiach. Pogląd taki zmierza do pokazania, że wszystkie religie są właściwie takie same i niezależnie od tego, do której się należy czy którą się wyznaje, można osiągnąć zbawienie. Jest to skrajne uproszczenie, ponieważ wiara chrześcijańska w bardzo wielu treściach różni się od innych religii, ma swoją specyfikę. Spośród wyróżniających ją prawd na czołowym miejscu znajduje się ta dotycząca łaski Bożej. Tej prawdy nie zna żadna inna religia. Jest to prawda, która opisuje „miejsce” i „sposób” żywego spotkania Boga z człowiekiem.

Dar łaski

Wymowną definicję łaski znajdujemy u św. Pawła, który w Liście do Rzymian napisał: „Laska przez Boga dana – to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (6,23). Z tej wypowiedzi wynika, że łaska pochodzi od Boga, który jest jej jedynym źródłem i dawcą. Tajemnica łaski to tajemnica Boga udzielającego się człowiekowi i dzielącego się z nim swoim Boskim życiem, jak mocno podkreśla teologia, a z tego wynika bardzo jasno, że w łasce odzwierciedla się miłość Boga do człowieka, co oczywiście zakłada całkowitą darmowość z Jego strony. Łaski nie można Bogu niejako wyrwać, nie można przymusić Go do jej udzielenia czy też nakazać Mu dzielenia się sobą. Bóg może to uczynić tylko dlatego, że tego chce. Łaska Boża mówi nam, że w relacjach z Bogiem wszystko jest oparte na Jego życzliwości, przychylności, darmowości, Jego miłosiernej otwartości, jak dzisiaj mówimy.

Z wypowiedzi św. Pawła jasno wynika, na czym polega łaska. Jest ona życiem w Jezusie Chrystusie, a więc jest samym Bogiem. Bardzo często napotykamy błąd, przejawiający się w przekonaniu, że w łasce widzi się tylko „przykład” życia, który Chrystus dał człowiekowi, czy też jakąś „ideę” Boga, która przenika ludzką myśl. Za łaską jako przykładem opowiadali się starożytni pelagianie, czyli heretycy odrzucający łaskę w rozumieniu św. Pawła. Święty Augustyn, który dużą część swego nauczania poświęcił zmaganiu się z tym błędem, napisał do nich: „To jest szkaradny i ukryty wirus waszej herezji – chcecie doprowadzić do uważania łaski Chrystusa za Jego przykład, a nie za Jego dar”. Otóż w łasce chodzi o udzielanie się życia Bożego, do którego dostęp dał nam Jezus Chrystus przez swoje wcielenie, życie i śmierć na krzyżu. Całe Jego dzieło zmierzało do podzielenia się samym sobą z człowiekiem, aby go ubogacić bóstwem. Gdy więc mówimy, że Bóg, w którego wierzymy, dzieli się sobą, to oznacza, że jest bliski człowiekowi, a precyzyjnie ujmując, głosimy bliską nam tajemnicę życia Bożego. Jest to w pełni realistyczna tajemnica, a nie jakaś sugestywna metafora, która odnosi się do naszego życia.

Źródło wolności

Łaska jest źródłem dobra i miłości,
zatem jest też źródłem zbawienia.

Łaska udzielana nam w Jezusie Chrystusie ma wielkie znaczenie dla człowieka. Zwróćmy uwagę na rzecz najważniejszą. Często i w dziejach Kościoła popełniano błąd – od którego także dzisiaj nie jesteśmy wolni – twierdząc, że łaska i wolność człowieka są sobie przeciwne, a nawet wykluczają się wzajemnie. Jeśli przyjmiemy, że Bóg udziela łaski, która przemienia człowieka i uzdalnia go do nowego, opartego na dobru życia, to czy zachowuje on jeszcze swoją wolność? Taki pogląd wynika z nieporozumienia co do postrzegania Boga jako konkurenta człowieka. Na ogół sądzi się, że wolność oznacza zdolność wyboru między dobrem i złem. Święty Augustyn nazywa ją „wolnością niższą”, ponieważ nie jest to jeszcze właściwa wolność, tylko przejaw natury człowieka. „Wolnością większą” zaś według św. Augustyna, jest zdolność wybierania „większego dobra”. To jest wolność prawdziwa, na miarę człowieka – ale jest ona możliwa tylko dzięki łasce, która daje człowiekowi moc, a w pewnym momencie także spontaniczność w wybieraniu większego dobra.

We właściwym rozumieniu łaska nie tylko nie sprzeciwia się wolności, ale jest źródłem autentycznej i pełnej wolności człowieka. Dlatego św. Paweł mógł napisać do Galatów: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!” (5,1). Do niewoli prowadzi grzech, czyli dobrowolne wybranie zła. Łaska jest dla człowieka właściwym wyzwoleniem, czyli otwarciem przed nim wielkiego horyzontu wolności, bo gdy człowiek jest wolny, to może miłować. Miłość jest stałym i wytrwałym pragnieniem dobra dla innych i dla siebie. Co więcej – dzięki łasce człowiek może dokonywać także dzieł, które wykraczają poza jego naturalne możliwości, jest zdolny np. do heroizmu, a nawet męczeństwa. Sami z siebie jesteśmy tylko ułomnymi istotami, kręcącymi się w wokół siebie, czyli pozostajemy zdani na własną pychę. Łaska niejako wyrywa nas z siebie, abyśmy zwrócili się do Boga i do bliźnich.

Skoro łaska jest źródłem dobra i miłości, to jest także źródłem zbawienia. Człowiek sam z siebie nie jest w stanie czynić dobra i miłować, zatem w konsekwencji nie jest w stanie sam się zbawić. Zbawienie jest w swej istocie łaską, czyli darmowym darem danym przez Boga. Jeśli dzisiaj pojawiają się koncepcje, według których liczy się jedynie re- I lacja człowieka z Bogiem oparta na czystym myśleniu o Bogu albo tylko na chęci bycia zbawionym – a więc koncepcje sytuujące problem zbawienia tylko po stronie człowieka i jego woli – to mamy do czynienia z powrotem starożytnej herezji, którą był wspomniany pelagianizm. Na ten problem zwrócił uwagę papież Franciszek w adhortacji Gaudete et exsul- tate, sugestywnie stwierdzając, że mamy tutaj „wolę bez pokory” (nr 49).

Na życie wieczne, czyli ostateczne zbawienie, możemy zasłużyć tylko czynami dokonanymi w łasce, w oparciu o nią i w jej mocy, która zwycięża w nas i w naszych działaniach. Nie ma niczego wiecznego, co nie wypływałoby z łaski, czyli życia Bożego. Wypływa ono z wiecznego Boga i prowadzi nas do wieczności. Ostatecznie możemy powiedzieć za św. Augustynem, że Bóg „nagradza w nas swoje własne dary”. Takim darem jest także zbawienie.

Kościół- miejsce łaski

Kościół jest konieczny do zbawienia,
ponieważ posiada te „środki”, przez
które udzielana jest w sposób
pewny i łatwy Boża łaska.

Mówiąc o łasce Bożej, musimy nawiązać także do tajemnicy Kościoła. W prawdzie wiary dotyczącej łaski jest zawarte – choć nieco ukryte – nawiązanie do Kościoła i do jego tajemnicy. Kościół jest tajemnicą łaski, ponieważ z niej się narodził, nią żyje i jej udziela. To jest jego wewnętrzna prawda, którą stale musimy mieć na uwadze. Papież św. Paweł VI w ogłoszonym w 1968 r. wyznaniu wiary napisał: „Jest więc Kościół święty, chociaż w swoim łonie obejmuje grzeszników, albowiem nie ma on innego życia niż życie łaski; żyjąc życiem Kościoła, jego członki uświęcają się”. Jak łaska została wysłużona na krzyżu przez Chrystusa, tak z Jego przebitego boku wypłynęły sakramenty, czyli otwarła się tajemnica Kościoła i zostało zapoczątkowane jego życie.

Tajemnica łaski w Kościele konkretyzuje się i staje się życiem w sakramentach, które są jej bijącymi źródłami. Ostatecznie wszystko w życiu Kościoła zmierza do tego, aby te źródła zawsze biły swoją zwycięską, uświęcającą, a tym samym zbawiającą mocą. Wyznajemy, że Kościół jest konieczny do zbawienia, ponieważ posiada te „środki”, przez które udzielana jest w sposób pewny i łatwy Boża łaska. Jeśli przyjmujemy ją na gruncie pokory, stajemy się żywymi kamieniami w budowli Kościoła i tajemnica łaski ukazuje swoją zwycięską moc. Z tej racji włączamy się w życie Kościoła, bronimy go i jesteśmy za niego wdzięczni. W nim bowiem możemy zbliżać się do wiecznego zbawienia.